Tuesday, February 21, 2017

Poczęłam się w wyniku gwałtu, ale jestem nieskończenie wdzięczna, że moja mama nie zgodziła się na aborcję

Nazywam się Rebeca Solórzano. Przychodzę z transparentem światła, jakim jest życie.
Urodziłam się w 1986 roku. Nieczęsto zdarza się, żeby dziecko przychodziło na świat w tak niekorzystnych okolicznościach: urodziła mnie bardzo chora mama, która nie była w stanie zaopiekować się swoim dzieckiem i – co wydaje się jeszcze trudniejsze – moje narodziny były rezultatem gwałtu. Dlatego nie miałam ani ojca, który by mnie doglądał, ani mamy, która mogłaby się o mnie zatroszczyć. Pomimo tego wszystkiego, niektóre ludzkie historie wydają się cudami i ja jestem takim właśnie cudem. 
Nie miałam szansy na życie razem z moją biologiczną mamą, ale zamiast tego w moje życie weszły dwie inne osoby pełne wewnętrznego blasku. Moi adopcyjni rodzice.
Mój tato jest stolarzem, a moja mama zajmowała się różnymi rodzajami handlu. Dorastałam w bardzo pokornej rodzinie. Moi rodzice zawsze walczyli dla swojej małej dziewczynki. Walczyli z pełną cierpliwością, ciężką pracą do czasu aż sama mogłam się o siebie zatroszczyć. To nie było łatwe, ale dali mi siłę pozwalającą zmierzyć się z czekającymi na mnie wyzwaniami i pomogli uświadomić sobie, czego naprawdę chcę w życiu. Mieszkałam z moją wspaniałą rodziną przez 23 lata. Minęło właśnie osiem lat od czasu, gdy poznałam prawdę o moich korzeniach. Dzisiaj dzielę się nią z Wami.
Jest we mnie taki głos, który mówi, że każde życie, bez żadnych wyjątków jest wartościowe i jestem nieskończenie wdzięczna za życie i za to, jaką kobietą jestem obecnie. To moje przeznaczenie dostarczyło mi niepowtarzalnych doświadczeń, z których mogłam się wiele nauczyć.  
Podczas moich studiów pojechałam na wymianę do Chile. Spotkałam tam niesamowicie utalentowanych ludzi. Wśród nich poznałam też mojego przyszłego męża – człowieka o wielkim sercu. Mamy teraz troje pięknych dzieci, które błyskawicznie rosną i uczą się nowych rzeczy.
Dziś dziękuję za tę ogromną spuściznę, którą zostawili w moim życiu moi przyjaciele i rodzina. To dziedzictwo daje mi pewność, że w przeciwieństwie do tego, co myśli wielu ludzi, sukces nie musi oznaczać bycia sławnym występowania w telewizji. Sukces osiągamy walcząc z zapałem i triumfując w każdej bitwie, którą przeżywamy, bez względu na to, jak niewielka może się wydawać. Kochając i będąc wdzięcznym za drobiazgi. Wstydząc się tego, że czasami zapominamy dzielić się nimi z innymi. 
Dzień po dniu świadomość moich korzeni pomaga mi z odwagą stawiać czoła życiu. Chcę przekazać kolejnym pokoleniom – od moich dzieci po czytelników, którzy z jakichś opatrznościowych powodów czytają ten tekst – prawdę o tym, że życie jest największym darem, jaki możemy otrzymać, a decyzje, które będziemy podejmować określą nasze przeznaczenie. 
Moim zaangażowaniem jest życie i będę broniła go całym sercem – ponieważ mi pozwolono żyć! 
Rebeca Solórzano mieszka w Meksyku z mężem i trojgiem dzieci. Prowadzi bloga pro life w
ramach organizacji „Save the 1” w oddziale hiszpańskim „Salvar El 1”. 

Wednesday, November 2, 2016

Poczęty Wskutek Aktu Kazirodztwa, Historia Russell Salzman




Panie przewodniczący, senatorzy dziękuję Wam za szansę spotkania. Jest to dla mnie wielki zaszczyt. Pracowałem kiedyś dla członka Kongresu i wiem ile czasu i energii poświęcacie swojej pracy. Wiem, jak trudne są niektóre decyzje które musicie podejmować i za ten wysiłek chcę Wam podziękować.

Jestem pewien – patrząc na porządek dzisiejszegob Stoję przed wami jako osoba cierpiąca na cukrzycę, która sprzeciwia się wykorzystywaniu ludzkich komórek embrionalnych do celów badawczych. Najpierw pozwólcie, że ujawnię moje pochodzenie. Jestem adoptowanym dzieckiem Harry’ego i Loli Saltzmanów, którzy mieszkają w Olathe, stanie Kansas.

Ponieważ jestem adoptowany możecie Państwo przypuszczać, że okoliczności mojego poczęcia nie były idealne. Latem 1946 roku byłem nieplanowaną i niechcianą ciążą. Moi rodzice byli członkami tej samej rodziny. Byli przyrodnim rodzeństwem. Bardzo prawdopodobne, że ne tylko zostałem poczęty w wyniku kazirodztwa, ale też gwałtiszyscy wywodzimy się z tego połączenia komórki jaj świata, że moja rodzona matka byłaby namawiana do aborcji i najprawdopodobniej wybrałaby tę opcję rozwiązania problemu jaki dla niej stanowiłem. Nie mogę patrzeć na aborcję inaczej, jak tylko poprzez pryzmat mojego pochodzenia. Kiedy mówię, że traktuję to moje przemówienie jako zaszczyt, mówię też o pewnym cudownym zaszczycie, ponieważ gdybym począł się po roku 1972 – najprawdopodobniej nie byłoby mnie tu dzisiaj. Przychodzi mi myśl, że gdybym został usunięty to części mojego płodowego ciała mogłyby zostać wykorzystane do badań naukowych w leczeniu choroby o której chciałbym tutaj opowiedzieć. Już na samym początku chciałbym podkreślić, że omawiane tutaj tematy są okropne. Nie tylko dlatego, że dotykają mnie osobiście, lecz dlatego, że wiem, iż embrion to nasz wspólny początek, fundament ludzkości, który łączy nas bez względu na jakim etapie życia jesteśmy.
owej i plemnika, wszyscy kiedyś byliśmy embrionami. My wszyscy i każdy z osobna jesteśmy istotami ludzkimi. Chcielibyśmy, aby wszyscy byli poczęci z miłości, ale niestety nie zawsze tak jest. Nie ma znaczenia czy zostałem poczęty w akcie miłości czy przemocy, to co się liczy to fakt, że jestem dzisiaj tutaj  Moja egzystencja ma ogromny wpływ na życie innych ludzi wliczając w to moje siedmioro dzieci (w tym dwoje adoptowanych).
Cierpię na cukrzycę. Od 1995 roku kiedy ostałem zdiagnozowany uczę się jakim ciężarem jest przewlekła choroba. Widzę postępowanie choroby, od momentu, kiedy mogłem ją kontrolować dietą, aż do momentu, gdy mój stan uzależniony jest od zastrzyków z insuliny. To właśnie przewlekłość tej choroby czyni ją prawdziwym ciężarem. To wiedza, że nigdy nie pozbędę się tej choroby, że moje życie prowadzone będzie przez reżim diety i zastrzyków z insuliny. To wreszcie wiedza, że moja śmierc nastąpi najprawdopodobniej wskutek komplikacji tej choroby.
Kiedy mówię, że nie chcę tej choroby, twierdzę, że zrobiłbym prawie wszystko, aby się jej pozbyć. Prawie wszystko.
Myśl o używaniu komórek macierzystych pochodzących z embrionów ludzkich – przy tej okazji niszczonych – dotyka mnie w głęboki sposób. Nigdy nie zgodziłbym się na żadne leczenie, które w bezpośredni czy pośredni sposób polegałoby na niszczeniu ludzkich embrionów. To co przeraża mnie w tym nagłym pędzie do wykorzystywania komórek embrionalnych to fakt, że do tej pory żaden naukowiec nie stworzył komórek trzustki przy użyciu komórek embrionalnych, podczas gdy inne sposoby, które nie wymagają niszczenia embrionów dają o wiele lepsze wyniki.
Niedawno zapoznałem się z wynikami badań kanadyjskich naukowców, którzy używaja komórek trzustki pochodzących z ciał osób zmarłych. Technika ta z sukcesem wyeliminowała u pacjentów zależność od zastrzyków z insuliny. Procedura ta wciąż musi przejść wiele prób i badań. Ale jest to jak do tej pory najbardziej obiecująca forma leczenia z jaką się spotkałem. Przeszczep komórek trzustki jest neutralny etycznie. To leczenie nie niesie za sobą konsekwencji moralnych.

Mimo to my tutaj w USA prześcigamy się w stosowaniu najbardziej etycznie niemoralnych meod, podczas kiedy inne neutralne moralnie technologie mamy na wyciągnięcie ręki. Narodowa Komisja Prezydencka do Spraw Etycznych stwierdziła, że ludzkie embriony wymagają szacunku, gdyż jest to forma rozwijającego się ludzkiego życia, dlatego niszczenie ich „jest usprawiedliwione jedynie wtedy, gdy nie ma innych etycznie dozwolonych alternatyw”. A takie przecież istnieją.
Zadajmy sobie pytanie. Czy embrion jest ludzką istotą, czy jedynie obiektem badań naukowych? Jeśli jest to jedynie obiekt badań naukowych, to dlaczego jakakolwiek inna istota ludzka na jakimkolwiek etapie życia- moim lub twoim powinna być traktowana inaczej? Ale jeśli embrion jest istotą ludzką to powinniśmy wprowadzić w życie jakieś granice, które uniemożliwią wykorzystywanie słabszych (embrionów) przez silniejszych (dorosłych ludzi).
Chciałbym polecić Państwu książkę Aldous’a Huxley’a „Nowy wspaniały świat”. Huxley w 1933 roku z pełną uwielbienia, profetyczną wizją świata opisuje świat klonów genetycznych , które nazwał „wybranymi dziećmi”. Wszystko zaczęło się od momentu, gdy embriony ludzkie zostały potraktowane jako materiał do celów badawczych. Autor obawiał się, że kiedyś nauka zostanie użyta w zły sposób. Przewidział, że tak jak nauka była wykorzystywana dla człowieka, tak kiedyś człowiek zostanie wykorzystany dla potrzeb nauki. W noweli Huxley’a proces odwrócenia roli nauki był metodyczny i celowy bez żadnych względów etycznych. W naszym świecie proces ten jest mniej czysty, ale nie mniej celowy. bawiam się, że i dziś nie ma tu miejsca na etykę.
Jeżeli lekarstwo na cukrzycę lub pośrednie środki lecznicze wymagają produkcji i niszczenia embrionów ludzkich błagam Was, zastanówcie się nad tym, że niektóre choroby są lepsze niż ich lekarstwo.
Russell E. Saltzman
Russell został poczęty wskutek aktu kazirodztwa, obecnie mieszka w Kansas City. Przemówienie Russell’a Saltzman’a, pastora luterańskiego Kościoła Ruskin Heights, w mieście Kansas, Missouri przed Podkomisją Finansów Rządowych Senatu USA, Serwisu zdrowia, edukacji i populacji.

Poczęta z Gwałtu -- Kocham Moje Zycie! Historia Rebecca Kiessling

Adoptowano mnie krótko po urodzeniu. Kiedy miałam 18 lat
dowiedziałam się, że zostałam poczęta w wyniku brutalnego gwałtu. Seryjny gwałciciel napadł moją biologiczną matkę z nożem.
Podobnie jak większość ludzi, wcześniej nie sądziłam, że kwestia aborcji dotyczy mojego życia. Ale kiedy dowiedziałam się o moim pochodzeniu, nagle zrozumiałam, że ten temat nie tylko dotyczy mnie, ale jest bardzo mocno związany z faktem mojego istnienia.
W głowie zaczęły rozbrzmiewać mi echa słów wypowiadanych współczującym tonem: „chyba że w przypadku gwałtu”… oraz te, wykrzykiwane agresywnie w poczuciu obrzydzenia: „szczególnie w przypadku gwałtu!”… Wszyscy ci ludzie, nie znając mnie nawet, wydają sąd nad moim życiem, tak łatwo je przekreślając, jedynie z powodu okoliczności mojego poczęcia.
Poczułam, że muszę usprawiedliwiać swoje istnienie, że muszę udowadniać światu, że wcale nie powinnam była być usunięta i że moje życie ma wartość. Pamiętam też, że czułam się jak śmieć – a to przez ludzi, którzy potrafili powiedzieć, że moje życie jest jak śmieć, że można było się mnie pozbyć.
Proszę, zrozumcie, że kiedykolwiek mówicie o sobie „pro-choice” albo uznajecie dopuszczalność aborcji w przypadku gwałtu, to tak jakbyście stanęli przede mną, spojrzeli mi w oczy i powiedzieli: „uważam, że twoja matka powinna była móc cię usunąć”. To bardzo mocne słowa. Nigdy nikomu bym tak nie powiedziała. Nie powiedziałabym: „gdyby było tak jak ja chcę, ty już byś nie żył”.
A ja muszę żyć z tym na co dzień. Spróbujcie udowodnić mi, że tak nie jest. Bo ludzie nie mówią: „jestem za dopuszczalnością aborcji, z wyjątkiem przełomu lat 1968/69, tak żebyś ty, Rebeko, mogła się urodzić”. Nie. To jest okrutna prawda o stanowisku „pro-choice”. Ono boli i jest podłe.
Ale wiem, że większość ludzi nie patrzy na aborcję w przypadku gwałtu przez pryzmat konkretnego życia. Ten problem to dla nich abstrakcyjna koncepcja – szybka klisza, którą łatwo zmieść pod dywan i zapomnieć. Mam nadzieję, że jako dziecko z gwałtu pomogę wam przyporządkować do tej koncepcji konkretną twarz i konkretny głos.
Ludzie nierzadko starają się zbywać moją historię słowami „no tak, miałaś szczęście”. Zapewniam was, że moje ocalenie od aborcji nie miało nic wspólnego ze szczęściem. To, że dziś żyję, wynika z wyborów jakich dokonało nasze społeczeństwo oraz ludzie, którzy zadbali o to, żeby aborcja – również w przypadku gwałtu – była całkowicie zakazana w Michigan w tamtych czasach. To zasługa ludzi, którzy bronili mojego prawa do życia i wspierali je przy głosowaniu. To nie była kwestia „szczęścia”. Ochroniło mnie prawo. Czy naprawdę powiedzielibyście, że nasze siostry i nas bracia abortowani każdego dnia jakoś tak po prostu „mają pecha”?!!
Moja biologiczna matka ucieszyła się ze spotkania ze mną, ale powiedziała mi też, że była u dwóch nielegalnych aborcjonistów i prawie mnie zabito. Po gwałcie, policja skierowała ją do poradni, gdzie powiedziano jej, że w zasadzie powinna dokonać aborcji. Według mojej matki, wtedy nie było ośrodków pomocy ciężarnym w kryzysowej sytuacji, ale gdyby były, z pewnością udałaby się tam, choćby po drugą poradę. A tak, pracownik poradni dla zgwałconych umówił ją z nielegalnymi aborcjonistami.
Pod pierwszym adresem spotkała typowe warunki podziemia aborcyjnego, na które powołują się feministki argumentując, że aborcja powinna być „legalna i bezpieczna” – zakrwawiony i brudny stół i podłoga. To co zobaczyła oraz sama świadomość nielegalności spowodowała, że się wycofała, tak jak robi to większość kobiet.
Potem umówiła się z droższym aborcjonistą. Tym razem miała spotkać kogoś wieczorem pod Instytutem Sztuk w Detroit. On miał podejść, odezwać się do niej po imieniu, założyć jej ciemną opaskę na oczy, posadzić na tylnym siedzeniu samochodu, wywieźć i abortować mnie… potem znów zasłonić jej oczy i odwieźć ją.
Wiecie co jest szczególnie żałosne? Świadomość, że wielu ludzi słysząc jak to wyglądało reaguje litościwie potrząsając głową w obrzydzeniu: „To okropne, że twoja matka musiała przez to wszystko przejść, żeby móc dokonać na tobie aborcji.” To jest współczucie?!! Zdaję sobie sprawę, że im się wydaje, że okazują empatię, ale z mojego punktu widzenia to bezwzględne, nie sądzicie? Przecież to o moim życiu tak bezdusznie mówią i nie ma w ich opinii nic z prawdziwej empatii.
Dziś moja matka biologiczna ma się dobrze – jej życie potoczyło się dalej i dziś układa się doskonale. A mnie by zabito, moje życie by się skończyło. Może nie wyglądam dziś jak wtedy, kiedy miałam cztery lata, ani kiedy miałam cztery dni i byłam jeszcze w łonie matki, ale to niezaprzeczalnie byłam ja i zamordowano by mnie poprzez brutalną aborcję.
Według badań Dr. David’a Reardon’a, dyrektora Elliot Institute, współautora książki „Ofiary i zwyciężczynie: otwarcie o ciąży, aborcji i dzieciach urodzonych z przemocy seksualnej”, autora artykułu „Gwałt, kazirodztwo i aborcja: wychodząc poza mity”, większość kobiet, które zachodzą w ciążę na skutek przemocy seksualnej nie chcą aborcji i czują się znacznie gorzej po aborcji. Tak więc opinia większości ludzi na temat aborcji w przypadku gwałtu opiera się na trzech nieprawdziwych założeniach: 1) ofiara gwałtu chciałaby aborcji 2) aborcja pomogłaby ofierze gwałtu 3) życie dziecka nie jej warte donoszenia ciąży. Mam nadzieję, że moja historia, tak jak historie innych osób zamieszczone na tej stronie, pomogą obalić ten ostatni mit.
Chciałabym móc powiedzieć, że moja matka biologiczna należała do tej większości ofiar gwałtu i nie chciała mnie usunąć, ale prawda jest taka, że była przekonana zupełnie przeciwnie. Jednak paskudne usposobienie i ordynarność tego drugiego podziemnego aborcjonisty oraz strach o własne bezpieczeństwo, spowodowały, że się rozmyśliła. Kiedy powiedziała mu o tym przez telefon, aborcjonista obraził ją i zaczął wyzywać. Ku jej zaskoczeniu, zadzwonił następnego dnia i znowu próbował ją przekonać do usunięcia mnie. Ona ponownie odmówiła i usłyszała stek wyzwisk. I na tym się skończyło – potem nie potrafiła już tego zrobić. Zaczynał się drugi trymestr ciąży – usunięcie mnie byłoby dużo droższe i dużo bardziej niebezpieczne.
Jestem tak wdzięczna, że ocalono mi życie. Wielu chrześcijan w dobrej wierze mówi mi: „widzisz, Bóg naprawdę chciał, żebyś się urodziła!” lub „widocznie miałaś się urodzić”. Ale ja wiem, że Bóg chce żeby każde nienarodzone dziecko miało tę samą szansę na narodziny i nie potrafię siedzieć bezczynnie mówiąc „przynajmniej moje życie udało się ocalić”. Lub: „Zasłużyłam na to, spójrzcie jak wykorzystuje moje życie.” A miliony innych nie zasłużyło? Nie wolno mi tak myśleć.
A ty? Możesz tak po prostu mówić „mnie przynajmniej chciano…” albo „co mnie to obchodzi!”? Czy naprawdę chcesz być takim człowiekiem? Bezwzględnym? Na zewnątrz pozory empatii a wewnątrz zimne serce i pustka? Czy twierdzisz, że interesuje cię los kobiet a jednocześnie ja nie obchodzę cię kompletnie, bo przypominam ci coś, z czym nie potrafisz stanąć twarzą w twarz i bardzo nie chcesz, żeby inni zastanawiali się nad tym? Czy ja nie pasuję do twojego światopoglądu?
Na studiach prawniczych koledzy z roku mówili do mnie: „no cóż, gdyby cię usunięto, nie byłoby cię tutaj i nie czułabyś różnicy, więc o co chodzi?” Wierzcie lub nie, czołowi pro-aborcyjni filozofowie używają podobnego argumentu: „Płód nie wie co go spotyka, więc nie odczuwa śmierci.” Czyli jak kogoś zadźgasz od tyłu podczas jego snu, to jest w porządku, bo on nie wie co mu się stało?
Wyjaśniałam kolegom w jaki sposób ta sama logika usprawiedliwia mnie „gdybym chciała ciebie zabić, bo skoro jutro cię tu nie będzie, to i tak nie będziesz czuł różnicy, więc o co chodzi?” Ten argument odbierał im mowę. To niesamowite co może uczynić odrobina logiki, kiedy przemyślimy sobie te rzeczy – czego wymagano od nas na studiach prawniczych – i jak zastanowimy się o czym naprawdę rozmawiamy: pewnych ludzi nie ma dziś wśród nas, bo zostali abortowani.
Jest takie stare powiedzenie: „jak drzewo upada w lesie i nie ma nikogo kto to słyszy, to czy to drzewo powoduje hałas?” Jasne! A jeśli dziecko jest abortowane i nie ma wokół nikogo kto o tym wie, czy to ma znaczenie? Odpowiedź brzmi TAK! Ich życie ma znaczenie. Moje życie ma znaczenie, Twoje życie ma znaczenie i nie pozwól nikomu wmawiać ci, że tak nie jest!
Świat jest dzisiaj innym miejscem, bo prawo powstrzymało moją matkę od aborcji na mnie. Twoje życie zmieniło się, bo ona nie mogła mnie legalnie usunąć, a ty dziś siedzisz i czytasz moje słowa! Ale nie musisz mieć wielu słuchaczy, żeby twoje życie miało znaczenie. Czegoś nam dziś brakuje, bo całe pokolenia zostały poddane aborcji i to nie jest bez znaczenia.
Jedną z najwspanialszych rzeczy, do jakich doszłam, to fakt, że to NIE gwałciciel powołał mnie do życia, jak twierdzili niektórzy. Moja wartość i tożsamość nie wynika z tego, że jestem „efektem gwałtu”, ale dzieckiem Boga. Psalm 68 głosi „Ojcem dla sierot i dla wdów opiekunem jest Bóg w swym świętym mieszkaniu. Bóg przygotowuje dom dla opuszczonych”. A Psalm 27 mówi: „Choćby mnie opuścili ojciec mój i matka, to jednak Pan mnie przygarnie”.
Wiem, że to żaden wstyd być adoptowanym. Z Nowego Testamentu dowiadujemy się, że to właśnie w duchu adopcji jesteśmy powołani do bycia dziećmi Boga, przez Chrystusa, Pana naszego. Tak więc Bóg musiał mieć wysokie mniemanie o adopcji, skoro użył tego obrazu opisując swoją miłość do nas!
Co najważniejsze, będę uczyć moje dzieci, tak jak uczę innych, że wartość człowieka nie zależy od okoliczności jego poczęcia, jego rodziców, rodzeństwa, partnera, domu, ubrań, wyglądu, inteligencji, stopni w szkole, pieniędzy, zawodu, sukcesów, porażek, zdolności i ograniczeń – to wszystko kłamstwa, które przenikają nasze społeczeństwo.
Większość trenerów motywacyjnych mówi słuchaczom, że jeśli tylko się postarają i dosięgną do standardów społecznych, wtedy oni też mogą „zostać kimś”. Ale tak naprawdę nikt nigdy nie dosięga tych absurdalnych standardów, a wielu ludziom bardzo wiele do nich brakuje. Czy to znaczy, że nie są „kimś”, albo że są „nikim”?
Prawda jest taka, że nie musisz nikomu udowadniać swojej wartości, a jeśli naprawdę chcesz wiedzieć jaka jest twoja wartość, to wystarczy, że spojrzysz na Krzyż – to jest cena jaka została zapłacona za twoje życie! To jest bezgraniczna wartość jaką Bóg nadał twojemu życiu! On uważa twoje życie za warte wiele i ja też tak uważam. Czy zechcesz przyłączyć się do mnie w afirmowaniu wartości innych osób, słowem i czynem?
Tym z was, którzy powiedzą „nie wierzę w Boga ani w Biblię, więc jestem ‘pro-choice’” polecam lekturę mojego eseju „Prawo dziecka nienarodzonego do ochrony przed niezasłużoną śmiercią – na bazie filozofii o prawach”. Zapewniam was, ten tekst wart jest waszego czasu.
Rebecca Kiessling -- Ona jest prezesem organizacji globalnej Ocal Ten 1% -- Trudne Przypadki; Save The 1